
Nie jestem zdania, że gravel to tylko chwilowa moda. Od dziecka jeździłem na MTB. Wraz z wydłużaniem się tras coraz częściej myślałem o rowerze na węższych oponach. Szosa? Nie, mieszkałem w Puszczy Białowieskiej, zbyt mało asfaltów a zbyt dużo świetnych szutrów. Godziny filowania internetu naprowadziły mnie na pierwszych protoplastów “gravela”. Dostępność w Polsce? Zerowa. Marzył mi się Specialized Awol, pierwsza wersja z otwieranym tylnym trójkątem i możliwością założenia paska. Dostępność w moim rozmiarze? Zapomnij. Ale nie poddałem się, znalazłem ramę do CX Centuriona. Własnoręcznie złożyłem pierwszego a la gravela, a w zasadzie ewolucję przełaja. Posłużył rok, wtedy poczułem, że jednak to nie jest moja wymarzona geometria. Później Kona Rove AL, a w zasadzie jej frameset. Oparta na napędzie 3x10 (waliło to w terenie, że głowa mała) i Avidach BB7. Posłużyła dwa lata, choć do tej pory w zmienionej konfiguracji korzystam jako rower miejski. Jednak marzyła mi się stal. I nie, nie uważam, że rower wyprawowy ma być stalowy, by dało się go pospawać w pierwszym lepszym warsztacie w razie pęknięcia. Bo się praktycznie nie da, a na pewno nie chciałbym na czymś takim jeździć. Jednak podoba mi się prostota stalowych ram, okrągłe rurki i klasyczne podejście do projektowania. Stanęło na Specialized Sequoia. Tylko wg. moich własnych preferencji, na napędzie 1x11 Sram. Na tym rowerze jeździłem swoje pierwsze ultra. Przeżył ze mną dwa sezony i 20 tysięcy kilometrów. Pękł tam, gdzie ramy Sequoi pękały zazwyczaj, przy mufie suportu. Jednak jeszcze przed odkryciem dziury na ramię, szukałem czegoś nowego.
Brałem pod uwagę wyższą wersję framesetu Specialized na stali Reynoldsa oraz frameset Salsa Cutthroat. Za drugą opcją przemawiał montaż na śruby torby w ramę, której jestem wielkim fanem. Nie przekonywał mnie standard boost piast oraz suportu i mocno terenowa geometria.
Stanęło na customowym wyrobie od Karamba Frameworks z Rzeszowa. Było warto.
- Geometria na bazie fittingu
Wiedziałem czego oczekuję na podstawie dotychczasowych graveli. Rower miał być relatywnie krótki i wysoki. Geometria została dobrana na systemie Retul. Tu musiałem zdecydować, z jakiej sztycy oraz mostka i kierownicy chcę korzystać, by dobrać do tego wymiary ramy. - Bardzo dużo otworów w ramie do montażu bidonów i toreb
W Sequoi zawsze pakowałem się do jednej z toreb w ramę - tzw. leniwca, dzięki czemu miałem miejsce na bidony w ramie, lub zazwyczaj w pełną torbę, a bidony lądowały na widelcu. Rozwiązanie świetne, bo przy dużym rozmiarze miałem torbę do której byłem w stanie w pełni spakować się na ultramaraton. Niestety liczne rzepy bardzo zniszczyły lakier mimo zabezpieczenia rurek folią ochronną, do tego stopnia że po dwóch sezonach rozważałem położenie nowego lakieru na frameset Sequoi. Zainspirowany rozwiązaniem z ww. Salsy Cutthroat, wiedziałem, że muszę to mieć. - Opona 45mm musi wejść
przyzwyczajony do Sequoi, gdzie przy oponach 42mm miałem wciąż dużo miejsca na błoto, nie chciałem schodzić niżej i utrzymać ten komfort. Z drugiej strony wymaganiem było zamontowanie owalnej zębatki 42T na suporcie DUB - Elektroniczny napęd
Koszta wydane na fizjoterapeutę oraz leki po urazie prawego nadgarstka uświadomiły mnie, że elektronika to świetny pomysł. W trakcie pierwszej, bardzo błotnistej edycji Pomorska500 próba korzystania z zaklejonego gliną napędu Srama skończyła się podrażnieniem połowy dłoni. Bezprzewodowa elektronika sprawiła, że rower ma tylko otwory do przewodów hydraulicznych. - Wszystkie standardy osi, rozmiary sztycy i montaż hamulców miałem już w głowie, a mamy tu możliwość pełnej personalizacji
I to były główne wymagania. Z pękiem kartek od fizjoterapeuty, bikeCADem i zdjęciami stalowych rowerów spędzałem wieczory analizując geometrię i szukając inspiracji. Kontakt z Barkiem Klimaszem, czyli twórcą marki jest świetny i zawsze jest sprawdzenia wszystkich swoich pomysłów, czy to ma sens i jest możliwe do zrobienia. Pierwsze słowa w mailach zamieniliśmy 21 sierpnia 2020, a gotowy frameset odebrałem własnoręcznie 24 marca 2021. Czy to długo? Mając na uwadze wszystkie problemy losowe i początek pandemii, uważam że do przeżycia. Szczególnie jeśli spojrzymy na czas oczekiwania na gotowe rowery wielkich producentów. To nie jest produkt po który wchodzi się do sklepu i bierze z półki. Zamówienie ramy wymaga bardzo dużo własnej uwagi, uświadomienia sobie potrzeb i idei jej stworzenia.
Rama wylądowała na stojaku, a dookoła niej wszystkie zgromadzone podzespoły. Trochę danych i specyfikacji:
- rama Karamba, masa 1830g
- widelec Dedacciai Gravel, 531g
- mostek Redshift
- kierownica Easton EA70 gravel (bardzo polecam, świetny profil)
- sztyca Roval Terra
- napęd Sram Force/XX1 AXS 42x10-50T 12S
- koła Dandy Horse Hiperion GT DT 240
Nie będę zanudzał dokładnymi danymi i masami, bo sporo z wyborów to kwestia własnych preferencji. Gotowy rower waży 9.5kg, z potencjałem na spore odchudzenie. Postawiłem jednak na części cięższe i odporne na maratonowe katowanie.
Mam za sobą sezon jazdy i parę tysięcy kilometrów. W kwestii wrażeń ciężko się wypowiadać o geometrii, bo ta była przeze mnie dobrana. Jeździ tak jak miał jeździć wg tabelek z kątami i wymiarami. Jednak kwestia responsywności samego materiału framesetu, to inna sprawa. Tu przeżyłem olbrzymi zachwyt, jak wygodny jest to rower, jak świetnie tłumi nierówności, będąc jednocześnie responsywnym i pewnym w prowadzeniu. Jest sztywny tam gdzie powinien, jednocześnie nie ma problemu z pływającym ogonem i dudniącymi tarczami. I choć próbuję, nie mogę się doszukać wad we framesecie.
Wybór części również poprzedzony był wieloma przemyśleniami. Napęd AXS jest bardzo wygodny na co dzień i nie sprawił mi do tej pory najmniejszych problemów. Ma olbrzymi zakres, jest odporny na zabłocenie. Wady? Cytując klasyka, że w peletonie ludzie jeżdżą na Campagnolo, Shimano i tym głośnym. Bo rzeczywiście na skrajnych biegach przekosy są duże, ale mi to nie przeszkadza, nie jest to wielkie chrobotanie, po prostu napęd da się usłyszeć. Jedyną wpadką były opony WTB Byway, które po 3 tysiącach miały chyba więcej dziur niż oryginalnej gumy.

Jak to zrobić?
Jeśli zdecydujesz się na customa, to moim zdaniem warto trzymać się tych punktów:
- Pomyśl co ci przeszkadzało, a co podobało w dotychczasowych rowerach jeśli chodzi o prowadzenie. Postaraj się zebrać ich geometrie i specyfikacje, by mieć punkt odniesienia.
- Fitting! Moim zdaniem rzecz obowiązkowa. Czyli w którym miejscu muszą się znaleźć poszczególne części ciała, by jazda była wygodna i efektywna. Dobry fitter znajdzie kompromis, a wykonawca ramy dobierze długości i kąty rur tak, by to zachować dobre prowadzenie i wygodę
- Bidony, bagażniki, torby? To olbrzymia zaleta ram na zamówienie, można stworzyć maszynę łączącą cechy kilku gotowych produktów i do ramy o geometrii wyścigowej dołożyć rozwiązania znane z rowerów wyprawowych. Sam postawiłem na torbę w ramę na śruby. Warto na pewno pomyśleć o śrubach w okolicy mostka pod torbę w stylu Revelate Design Mag-Tank i podobne.
- Na sam koniec malowanie, bo tu można puścić wodze fantazji. Osobiście ilość możliwości mnie przytłaczała, więc postawiłem na bardzo klasyczne, proste wzory i barwy.
Po co to komu?
Bo przecież rowerów na rynku jest masa. Nie chcę się tu rozwodzić nad sytuacją dostępności, mam jedynie nadzieję, że sytuacja uspokoi się w ciągu najbliższych lat. W takim razie dlaczego customowy rower? Bo wiedziałem czego chcę i co oferuje rynek. Stworzenie tego roweru to cały proces, który wymaga od potencjalnego użytkownika poświęcenia sporo czasu. Do dopracowania jest wiele rzeczy, od geometrii przez lakier aż po najmniejsze smaczki. Nie polecam zamawiania customowego framesetu jako jeden z pierwszych rowerów. Trzeba mieć pewne doświadczenie i jasno sprecyzowane potrzeby, by miało to sens. Musisz wiedzieć, na czym jeździło się przyjemnie, a co okropnie się prowadziło w konkretnym zastosowaniu. Jednak jeśli masz już wizję swojej idealnej stalowej maszyny, gwarantuję, że Bartek wykona świetny frameset.